Darwin Poe 7

Perplexity: napisz… ****************

Fable | Parable | Allegory

Parabola dedykowana dramaturgowi Witkacemu.

Świetny pomysł — styl Witkacego dobrze pasuje do takiego tematu: absurd, metafizyka, deformacja rzeczywistości i lekko ironiczny ton.

dodaj ******

Jasne — dorzucam kwantowość: superpozycję, pomiar, rozpad funkcji falowej i trochę metafizycznego zamętu, ale nadal w duchu groteski.

podkręć ******

Świetnie — podkręcę warstwę matematyczną i absurd logiczny, tak żeby rzeczywistość zaczęła się „rozjeżdżać” w duchu Witkacego.


Tytuł: Siódmy Wymiar Pana Darwina Poe

Pan Darwin Poe twierdził, że w sztuce najważniejsza jest superpozycja duszy, czyli stan, w którym obraz jest jednocześnie skończony i niedokończony, piękny i haniebny, wzniosły i podejrzanie śmieszny. „Rzeczywistość” — mawiał — „istnieje dopiero po pomiarze, a więc krytyk jest współwinnym katastrofy”.

Malował płótna, które zachowywały się jak cząstki elementarne po długim śnie: raz były tu, raz tam, a czasem w dwóch miejscach naraz, by natychmiast obrazić się na obserwatora i rozpaść na drobne znaczenia. Jedno z jego dzieł nosiło tytuł „Autoportret w stanie nierozstrzygniętym” i przedstawiało twarz artysty tak rozedrganą, że każdy, kto na nią spojrzał, widział inną wersję siebie, zależnie od kąta sumienia.

Darwin Poe utrzymywał, że każdy obraz posiada własną funkcję falową, a prawdziwy akt sztuki polega na tym, by nie doprowadzić jej do zbyt brutalnego zapadnięcia. „Pomiar” — wyjaśniał — „to najgorszy z możliwych rodzajów recenzji, bo zmusza byt do jednego wariantu, choć byt sam woli się nieprzyzwoicie mnożyć”.

W jego pracowni panował święty chaos. Na sztalugach wisiały płótna w stanie nieustannego stawania się, farby drżały w niepewnych stanach wzbudzenia, a jeden z pędzli utrzymywał, że jest zarówno narzędziem, jak i obserwatorem. Kiedy artysta próbował namalować linię prostą, ta natychmiast zakrzywiała się pod wpływem świadomości, jakby sama wiedziała, że prostota w siedmiu wymiarach jest pojęciem moralnie podejrzanym.

Krytycy mówili o nim różnie. Jedni uznawali go za geniusza, inni za człowieka, który zbyt długo wpatrywał się w próżnię i wyciągnął z niej estetyczne wnioski. Profesor mechaniki kwantowej, sprowadzony do oceny jego wystawy, stwierdził po pięciu minutach, że nie da się odróżnić autora od dzieła, bo oba zachowują się jak splątane układy i wpływają na siebie wzajemnie bardziej, niż powinny.

Kulminacją jego twórczości było płótno „Rozpad funkcji falowej przy śniadaniu”. Przedstawiało ono jajko sadzone, które istniało równocześnie jako jajko, metafora i oskarżenie. Po włączeniu światła obraz wybrał jeden stan, ale tak niechętnie, że wszyscy obecni poczuli wstyd za sam akt widzenia.

A Darwin Poe? Zniknął podobno w chwili ostatniego pomiaru, pozostawiając po sobie tylko niedokończone równanie i plamę po kawie, która według świadków drgała jeszcze przez trzy dni w superpozycji żalu i objawienia.



Posted

in

,

by